Bałtów

Weekend w Bałtowie

Lipiec, wakacje trwają już od miesiąca, a my cały czas w Warszawie. Podjęliśmy z mężem decyzję: jedziemy z córkami na szybki urlop. Nasz cel to Bałtów, Jura Park, z dala od miejskiego gwaru, a zarazem tak blisko, że podróż mija w mgnieniu oka. Droga do Bałtowa w tygodniu to zaledwie dwie godziny jazdy z Warszawy, dzieci nie zdążą się znudzić, a kierowca będzie pełen energii na zwiedzanie. Aby zwiedzić wszystkie atrakcje i wrócić wypoczętym do domu zarezerwowaliśmy dwa noclegi. Na miejscu przywitało nas cudowne słońce, a naszym oczom ukazał się ogromny Bałtowski  Kompleks Turystyczny.  Łatwo znaleźliśmy miejsce do parkowania, a ponieważ obsługa wskazuje wolne miejsca, więc pewnie w weekend też nie byłoby z tym problemów. Pełni podekscytowania udaliśmy się do kasy. Kolejka była długa, ale pomimo naszych obaw, czas oczekiwania do okienka był krótki: panie bardzo sprawnie wydawały opaski- bilety wstępu. Po zakupie biletów czas na zaplanowanie zwiedzania. Podejmujemy decyzję, że zrobimy to przy obiedzie. Jura Park oferuje bardzo szerokie zaplecze gastronomiczne: od szybkiej przekąski, po pełen obiad. My jednak zdecydowaliśmy się na pobliską restaurację „Pod Czarcią Stopką”. Obiad pyszny, menu dla każdego. Dzieci wybrały sobie domowy rosołek z kluseczkami ręcznej roboty i pizzę niczym z Włoch, mąż zdecydował się na sałatkę z kurczakiem, a ja skusiłam się na danie dnia: pierś kurczaka nadziewana boczkiem i serem z fasolką szparagową. Dawno nie jadłam tak dobrego jedzenia, dzieci i mąż też byli zadowolenia, córki zwłaszcza z kluseczek w rosole.

Najedzeni i z planem wycieczki ruszamy przed siebie. Naszym pierwszym punktem zwiedzania jest „Sabatówka”- Wioska Czarownic. Od kasy znajduje się ona pięć minut drogi, na wzgórzu. W wiosce powitały nas czarownice, zachęcając do przejścia tunelem odwagi. I tak zaczęliśmy naszą przygodę w tym magicznym miejscu. Kolejne atrakcje, które na nas czekały to miedzy innymi malowanie buziek czy pokonanie ogromnej pajęczyny. Zabawa polega na przejściu przez sieć, tak aby jej nie dotknąć. Dziewczynki świetnie się bawiły wyginając na różne strony. O godzinie 15:00 rozpoczynał się pokaz magii i psich sztuczek. Zostało nam trochę czasu do show, więc my z mężem odpoczywaliśmy, a dziewczynki miały chwilę by swobodnie poszaleć po Wiosce Czarownic. Pokaz magii odbywał się z udziałem publiczności, był skierowany do wszystkich, bez względu na wiek. Każde dziecko chciało być pomocnikiem magika i wyjść na środek sceny. Pokaz był interesujący, pełen śmiechu, tajemniczości i cały czas trzymał w napięciu. Po fascynującej iluzji, rozpoczął się pokaz psich umiejętności. Nie jestem zwolenniczką takiego traktowania zwierząt, ale w Jura Parku przedstawienie z udziałem psów było pełne ciepła i cierpliwości, zwierzęta nie wyglądały na zestresowane, wykonywały tylko słowne komendy wydawane przez właścicieli, bez żadnych metod przymusu. A efekt i tak był super.

Po Sabatówce udaliśmy się na zwiedzanie ścieżki z modelami dinozaurów, do   JuraParku. Dobrze, że w wyznaczonych godzinach w cenie biletu można zwiedzić wystawę z przewodnikiem. Udało nam się dołączyć do grupy turystów, a wtedy zwiedzanie wyglądało już zupełnie inaczej niż samodzielnie. Pan Przewodnik opowiadał bardzo ciekawe rzeczy o dinozaurach – widać, że to prawdziwy pasjonat. Cały czas wciągał nas do rozmowy, zadawał pytania i zachęcał dzieci do odpowiedzi. Czas minął nam bardzo szybko i przyjemnie. Po obejrzeniu blisko 100 modeli dinozaurów na świeżym powietrzu udaliśmy się z przewodnikiem do Muzeum Jurajskiego. Tam spędziliśmy tylko chwilę – nie mogliśmy doczekać się zwiedzania Prehistorycznego Oceanarium 3D.

Oceanarium wywarło na dzieciach ogromne wrażenie, na razie była to najciekawsza rzecz na wyjeździe. Nie chcę zdradzać szczegółów, by nie psuć wam zabawy, ale podwodny świat ogląda się w okularach 3D.

Kolejnym punktem w naszym planie był spacer Żydowskim Jarem, czyli wąwozem lessowym, w którym były tropy dinozaurów. Jak tylko weszliśmy do wąwozu poczułam ogromną ulgę. Po kilku godzinach gwarnych zabaw otaczała mnie cisza i spokój. Czułam się jak na bezludnej wyspie, a przecież centrum rozrywek było tylko 300 metrów za nami. W Żydowskim Jarze czuje się magię tego miejsca, odpoczynek od ludzi i chaosu. Nasz spacer trwał pół godziny wśród cykających cykad i samej natury. Najciekawszym elementem naszej przechadzki okazał się taras widokowy pozwalający objąć wzrokiem cały Bałtowski Kompleks Turystyczny. Można w ciszy podziwiać ogrom tego miejsca, dostrzec atrakcje wkomponowane w naturalne środowisko, bez żadnych ogrodzeń, z domami wiejskimi po środku kompleksu.

Już ostatnim punktem dzisiejszego zwiedzania był Zwierzyniec Dolny, w którym można było oglądać zwierzęta w wolierach (kolorowe i egzotyczne ptactwo) i na wybiegach, od afrykańskiego lisa po nasze rodzime kozy, które można pogłaskać. Zwierzęta przeróżnego pochodzenia znajdowały się w jednym miejscu. Na wybiegu podziwialiśmy białe daniele, które zachwycały w całej swojej okazałości, zabawne surykatki  czy papugi Ary, które zaczepiały nas swoimi wyuczonymi słowami takimi jak „CZEŚĆ” czy „HALLO”.

Zmęczeni atrakcjami dnia udaliśmy się na zasłużony wypoczynek oraz obiadokolację. Na naszą rodzinę czekały dwa pokoje w pobliskim drewnianym domu w „Zajeździe Przystocze” – na wzgórzu, tuż obok Wioski Czarownic. Mieliśmy osobne wejście do naszej części domku, co było miłym udogodnieniem. Dostaliśmy jeden pokój na parterze, drugi na poddaszu. Pokój na parterze był mały ale czysty, wyposażony we wszystko czego turysta potrzebuje do odpoczynku. Na środku pokoju łóżko, do tego szafka z lodówką i telewizor – na dwie noce niczego więcej nie potrzeba. Łazienka w pełni sprostała naszym potrzebom, przede wszystkim była czysta i schludna. Pokój dziewczynek znajdował się na górze, był trochę większy i równie dobrze wyposażony. Zmęczeni atrakcjami mogliśmy w ciszy udać się na zasłużony wypoczynek.

Następnego dnia czekało na nas pyszne śniadanie. Do wyboru mieliśmy cztery zestawy śniadaniowe, od czegoś na słodko, po konkretną jajecznicę z wiejskich jaj, która bardzo przypadła mi do gustu. Moim zdaniem każdy znajdzie coś dla siebie, zestawy były ogromne, jednym spokojnie mogła posilić się dwójka dzieci, chociaż i my, dorośli mieliśmy problem ze zjedzeniem swojego śniadania w całości.

Drugi dzień mini wakacji zaczęliśmy od wycieczki do Górnego Zwierzyńca. Otrzymaliśmy informacje w kasie, że nasz autokar o godzinie 11:00 wyjeżdża z placu przy kasach. Jak się później okazało, zainteresowanie tą atrakcją było tak duże, że o wskazanej godzinie wyjechały aż cztery busy. Jak na środek tygodnia, to liczba odwiedzających była zaskakująco duża. Autobusy, którymi jechaliśmy zostały sprowadzone do Polski ze Stanów Zjednoczonych. Tam służyły one do wożenia dzieci do szkoły. Moje córki były zachwycone mogąc zobaczyć jak taki autobus wygląda od środka, zostały bowiem zachowane wszelkie oryginalne napisy.

Natomiast nasza wycieczka polegała na przejechaniu busami przez Bałtowskie Safari, które liczy aż 40 hektarów pól i lasów, na których mieszkały najróżniejsze zwierzęta, takie jak wielbłądy, lamy, alpaki czy nasze polskie dziki. Chlubą Bałtowskiego Górnego Zwierzyńca są żubry – gatunek na wymarciu. Jednak tutaj maja fachową opiekę, wybudowaną specjalnie dla nich zagrodę, aby miały zbliżone warunki życia w naturalnym środowisku. Pani przewodnik bardzo ciekawie opowiadała o każdym mieszkańcu Safari, nie pomijając nawet zwierząt, które miały zaledwie parę dni. Widzieliśmy małe cielaczki czy sarenki, które poznawały swój wielki dom. Wycieczka trwała około 40 minut. Był to idealny czas i sposób zwiedzania. Dzieci się nie nudziły, miały wypoczęte nogi na dalsze zwiedzanie, a wiedza była przekazana w interesujący sposób przez panią przewodniczkę.

Na drugą część dnia zostawiliśmy sobie samą zabawę, czyli Park Rozrywki z mnóstwem atrakcji dla małego i dużego. Pozytywnie zaskoczyło mnie zachowanie obsługi, która kładła olbrzymi nacisk na wiek dzieci. Dziecko które nie miało odpowiedniego wzrostu czy wieku nie mogło skorzystać z atrakcji, która nie była przeznaczona dla niego – bezpieczeństwo najważniejsze. Park Rozrywki to karuzele, Rollercoaster, mnóstwo dmuchańców, statek piracki, kolejka górka czy kino 5D. Większość atrakcji była w dwóch wariantach: dla maluszków i dla większych pociech, każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Nasze dziewczyny ciągle nie miały dość, były zachwycone i  do ostatniej chwili korzystały z zabawy.  Największe wrażenie na mnie wywarł statek piracki i wahadło, które bujało się aż nie przyjęło pozycji w pionie. Córek nie mogłam oderwać od rollercostera, młodszej nie zniechęciło nawet to, że musiała jeździć z opiekunem, bo nie ma jeszcze 10 lat. Cudem udało nam się zrobić przerwę na obiad.

Postanowiliśmy udać się do wioski rybackiej, która znajdowała się na terenie kompleksu. Ryby były świeże i przepyszne. Do wyboru ryby słodkowodne i słonowodne, a czas oczekiwania nie był długi. Z pełnymi brzuchami musieliśmy udać się na odpoczynek, ale nie było to łatwe, bo dziewczyny nie chciały opuszczać Parku Rozrywki. Na szczęście szybko znaleźliśmy się w domku i po chwili drzemki ruszyliśmy z powrotem się bawić. Tym razem jednak ja i mąż odpuściliśmy sobie harce i dziewczyny same korzystały z atrakcji pod naszym czujnym okiem. Do 19:00, czyli do ostatniej chwili, dziewczyny szalały w Parku Rozrywki, a i tak nie było łatwo pożegnać się z tym miejscem.

 

 

Bałtowski Kompleks Turystyczny

OPIS

Otoczony zielonymi wzgórzami, położony w widłach rzeki Kamiennej Bałtowski Kompleks Turystyczny to idealne miejsce  do wypoczynku i  rodzinnej zabawy.  Znajdą tu dla siebie atrakcje zarówno fani prehistorycznych stworzeń jak i Ci, którzy cenią sobie bezpośredni kontakt z naturą.  Bałtów to:

JuraPark – znajduje się w nim ponad  100 modeli dinozaurów naturalnej wielkości. Największym ulubieńcem dzieci jest oczywiście król dinozaurów – T-Rex.  Ścieżka kończy się wejściem do Muzeum Jurajskiego – to dwie sale wypełnione eksponatami pochodzącymi z różnych części świata (skamieniałości i minerały). Tuż za Muzeum znajduje się tajemnicze wejście do Prehistorycznego Oceanarium. Tam dzięki nowoczesnej technologii możemy stanąć oko w oko z morskimi stworami sprzed milionów lat.

Zwierzyniec Bałtowski – to safari zajmuje obszar ponad 40 hektarów. Zobaczymy tu liczne gatunki egzotycznych zwierząt z różnych kontynentów. Zwierzęta te żyją na otwartej przestrzeni, w warunkach zbliżonych do ich naturalnego środowiska (żubry, jelenie, daniele, bydło szkockie, watussi, różne gatunki kóz i owiec, strusie i inne). Po terenie Zwierzyńca poruszamy się żółtym, amerykańskim schoolbusem. Dolny Zwierzyniec zamieszkały jest przez drobne ssaki (małpki makaki, kuce, owce, surykatki, szopy i inne) i kolorowe ptaki (papugi, gołębie, bażanty, łabędzie, kaczki, żurawie i inne).

Sabathówka – świat wiedźm i czarownic, miejsce warsztatów edukacyjnych – „warsztaty z czarownicą”,

Park Rozrywki – rozrywka dla całej rodziny, znajdziemy tu takie urządzenia jak: Rollercoaster,  karuzele, Kinoe Emocji Cinema 5D, statek piracki, family coaster, urządzenia wodne, gokarty, eurobungy, baseny z kulkami i wiele innych,

Kraina Koni – ośrodek oferujący przejażdżki konne pod opieką instruktora, wycieczki wozem turystycznym po terenie Bałtowa, zwiedzanie stajni. Ośrodek prowadzi naukę jazdy. Zajmuje się również organizacją zawodów i inscenizacji historycznych.

Ci, którzy chcą zostać w Bałtowie dużej mogą zatrzymać się w „Zajeździe Przystocze” – komfortowych domkach wypoczynkowych znajdujących się na terenie kompleksu.

Bałtowski Kompleks Turystyczny
Bałtów 8a
27-423 Bałtów
woj. świętokrzyskie
www.juraparkbaltow.pl

Tel. 41 264 14 20, 264 14 21