Antrakt - przerwa, nie tylko w teatrze
Trafiłam ostatnio do restauracji Antrakt. Jak sama nazwa wskazuje, jest przy teatrze. Konkretnie na żoliborzu w teatrze Komedia. Na żoluborzu nie wiele jest, więc i dobrą kuchnię ciężko znaleźć, a tu zaskoczenie. Jak tylko weszłam od razu poczułam się jakby mnie cofnęło o kilkadzesiąt lat. Wnętrze jest bardzo ciekawe - zresztą sami idźcie i sprawdźcie! Ale nie po to by oglądać wystrój tam poszłam. Chciałam zabić czas, bo osoba, z którą się umówiłam to notoryczny spóźnialski. I tak sobie siedzę i oglądam mebelki - co jeden to ciekawszy. Patrzę na barek - dawno nie widziałam takiego dobrego wyboru alkoholi... no i w końcu w kartę... ciekawe, myślę, kuchnia raczej Polska. NIe moje klimaty, ale jest 14sta i coś muszę zjeść. Biorę polędwiczki (jest jeszcze np. stek wołowy i tatar, ponoć pycha, ale wszystkiego nie da się spróbować). No i niedługo potem dostaję swój zamówiony obiad. Na prawdę coś pysznego! Polędwiczki w ustach się rozpływały! Skoro tak dobrze poszło, zdecydowałam się jeszcze na deser. Polecano mi wisienki po cesarsku, ale w końcu dostałam puchar owoców z bitą śmietaną. To było katarzis! Owoce zawsze są pycha, ale ta śmietana przeszła moje oczekiwania. Była po prostu niesamowita! Skończyło się na tym, że ja się spóźniłam. No cóż ma za swoje!